Tytuł opcjonalny.

Uwaga!

Tekst może zawierać: marudzenie, jęczenie, nędzenie, pier.olenie, zrzędzenie, jojczenie, gderanie, utyskiwanie, biadolenie, psioczenie i cholera wie co jeszcze.

Jeśli też jesteś matką szukającą pracy, przed czytaniem zaopatrz się w kilka kostek czekolady lub drinka, gdyż czytanie może spowodować: bezsilność, zmartwienie, ból głowy, otępienie itepe itede.

 

Dobra, wstęp ostrzegaczy walnęłam to mogę wytłumaczyć o co właściwie chodzi.

Ale osochozzziii?.. (to dla tych co wybrali drinka)

No o co może chodzić matce na dupie siedzącej z dzieciakiem w domu? Siedzącej, dodajmy, już prawie od roku?

Pewnie że o pieniądze. Bo się nie zarabia, to się nie ma na książki, ciuchy, kosmetyki… Tia. Pdfcvdfk, wróć… Bo się nie zarabia, to się nie ma na zabawki, ubranka, pieluszki…

Dobra. Więc troszkę matematyki, w tym państwie z polityką prorodzinną.

Pragnę podkreślić, że nasze państwo prowadzi politykę prorodzinną.

 

Obrazek

Nie, no właściwie to ja nie chciałam o trumnach i kołyskach, a o rzeczy tak przyziemnej i mało przyjemnej, jak dochody takiej młodej rodzinki. Jaka jest średnia pensja w naszym kraju, każdy chyba wie. Zdecydowana większość jest w grupie „o matko jak ja bym chciał/chciała tyle zarabiać…”, jednak plasuje się w zarobkami nieco powyżej minimalnej krajowej.

I teraz malutkie porównanie:

Rodzina bez dziecka, pensja 2x 1500 zł

wynajem mieszkania / spłata kredytu- ok.1200 zł

media- ok. 200 zł

internet, telefony- ok. 200 zł

dojazdy do pracy- ok. 250 zł

jedzenie, środki czystości itp. ok. 600 zł.

Wydatki: niecałe dwa i pół tysiąca. Dochód trzy, więc spoko.

Rodzina z małym dzieckiem, pensja 2x 1500 zł

wynajem mieszkania / spłata kredytu- ok.1200 zł

media- ok. 200 zł

internet, telefony- ok. 200 zł

dojazdy do pracy- ok. 250 zł

żłobek- ok. 750zł

jedzenie, środki czystości itp. ok. 700 zł.

Widzicie?

Wydatki: trzy tysiące czterysta. Dochód nadal trzy. A dorzuciłam przecież tylko koszt żłobka (taka jest najniższa stawka w Koszalinie, wliczając wyżywienie) i stówę w jedzenie i środki czystości na jakieś kaszki / oliwki. A gdzie pieluchy, ewentualne szczepienia skojarzone, rotawirusy, pneumokoki? Gdzie opiekunka i leki, bo mimo szczepionek dziecko chodzące do żłobka często choruje?

 

A teraz jeszcze inaczej.

Żłobek pracuje w godzinach 6.30 – 17.00 od poniedziałku do piątku, i za opiekę w tych godzinach, w tych dniach płaci się wspomniane wcześniej 750 zł. Po siedemnastej i w weekendy też można dziecko zostawić, czemu nie?.. Jeśli cię stać na zapłacenie dwudziestu złotych za każdą godzinę opieki nad dzieckiem…

Jeśli więc mam pracę, w której obowiązuje mnie system dwu-, lub, co gorsza, trzy-zmianowy, jeśli ojciec dziecka pracuje w takim samym systemie, na dodatek oboje rodzice pracują również w weekendy- co w tym czasie zrobić z dzieckiem? Babcia się nie zajmie, babcia pracuje. Babcia ma średnio około pięćdziesiątki na karku i siedemnaście lat pracy przed sobą. Do tego czasu wnuczek podrośnie na tyle, że opieka będzie już zbędna.

Można oczywiście zatrudnić nianię, ale (pomijając kwestię nieodpowiedzialnych osób chcących łatwo i przyjemnie zarobić, palących przy dziecku, straszących je, bijących i olewających swoje przy dziecku obowiązki) to też jest duży koszt. W Koszalinie jest do wydatek rzędu 900-1000 zł.

 

I teraz, na koniec, jeszcze inaczej, proszę państwa.

Pensja tylko matki, ojciec sio, twoje zarobki odkładamy na bok.

1500 zł – 900 (wybieramy opcję z opiekunką bo pracujemy na trzy zmiany i w weekendy) – 120 (dojazdy, żeby nie płacić opiekunce za godzinę więcej) = 480 zł.

Tyle zarabia matka małego dziecka*.

I teraz wchodzimy na wyższy poziom abstrakcji. Matka bierze wychowawczy. Rodzina ma dochód 1500 zł na trzy osoby, czyli nie przekracza 539 zł / osobę, czyli mamuśka dostaje rodzinne, w oszałamiającej kwocie 77 zł. Dostaje też dodatek z tytułu opieki nad dzieckiem w okresie korzystania z urlopu wychowawczego” – 400 zł. Podsumujmy. Matka dostaje z opieki społecznej 477 zł.

480 zł i chodzisz do pracy.

477 zł i siedzisz z dzieckiem w domu.

I w tym miejscu mam ochotę kląć, ale ponieważ Młody nie śpi…

 

 

 

*No, przy przyjętych założeniach, oczywiście. Jak ma wyższą pensję to jej więcej zostanie, ale jak niższą…

Reklamy

Kwestia samodzielności.

Wiadomo, że dziecko samo się wszystkiego nie nauczy. Część rzeczy podpatrzy jak robią rodzice / ludzie w otoczeniu i od małego przejmuje wzorce. Części trzeba nauczyć w odpowiednim czasie. Zupełnie naturalny proces.

Zupełnie naturalne jest też to, że dziecko nie od razu wykona zadanie na sześć z plusem. Każde pobrudzi się i stół podczas pierwszych samodzielnych posiłków, zasika spodnie podczas pierwszych spacerów bez pieluch, wyleje wodę pijąc ją pierwszy raz z prawdziwego, „dorosłego” kubka.

Normalne, prawda?

No.

To niech ktoś, do jasnej i ciężkiej anielki, wytłumaczy to K., bo jak ja mu to będę musiała jeszcze raz tłumaczyć, nie nie ręczę za siebie. I potem będziecie mi mogli paczuszki do więzienia wysyłać (koniecznie znajdźcie jakieś lepsze miejsce na pilniki do krat niż tort).

No na przykład Młody zajada przy swoim stoliku. Kawałek parówki widelcem, drugi rączką, trzecim się dzieli z kotem a keczup rozsmarowywuje po stoliku. Zupę w połowie zje, w połowie rozleje, miską rzuci w kota. I tak dalej. A K. od razu marudzi, że nieeee! Brudzi! Nie pozwól mu!!!

Nie no, z tą miską mnie poniosła wyobraźnia, ale przecież jak nie od razu Rzym zbudowano, tak nie od razu Młody się nauczy ładnie czysto jeść.

 

Spacery to też ostatnio masakra. Idziemy, idziemy, Młody nagle się wywraca. Ja przyjęłam strategię taką, że jeśli widzę że nic mu się nie stało (płacze z bólu a nie bo się przestraszył), to nie pomagam mu, tylko: „raz raz, wstawaj!” i tyle. A niech sam wstaje, co, może mam za każdym razem podnosić? O nie, ja leniwa matka jestem. Za to K. trzęsie się nad nim jakby miał wrodzoną łamliwość kości. Upadnie, śmieje się z tego, a K. już na mnie krzyczy że mu nie pomagam wstać. Potknie się, klapnie na kolana- jestem zła matka bo nie podniosłam dziecka.

 

No i co ja mam zrobić, żeby ten ojciec zrozumiał, że Młody to już spory chłop który coraz więcej rzeczy umie i przede wszystkim chce robić sam? I że nie chcę być nadopiekuńcza i wychować maminsynka?

Zasypianie.

Syn mnie ostatnio załamuje. Jakoś nie może ogarnąć idei zaśnięcia w porze odpowiadającej matce.

A ja jestem tolerancyjna matka!

Ja nie każę dziecku o siódmej wieczorem już spać! (Za co zresztą zebrałam od dziadków niezły opierdziel bo takie małe dziecko o siódmej MUSI już spać) Ja dziecku pozwalam pójść spać dopiero o dziewiątej! (głównie dlatego że wtedy budzi się o siódmej, co mi wystarcza, pobudek o piątej nie zdzierżę).

A dziecko se matkę ostentacyjnie olało i chodzi spać na nastolatka- najwcześniej o północy. Fakt, że później trochę dłużej pośpi, no ale kurde! Bez jaj! Matka chciałaby sobie z ojcem jakieś winko wypić, jakieś chwile romantyczne urządzić,  a tu się nie da bo biega taki mały dziad wredny wte i wewte i co i rusz próbuje łyknąć winka. I jeszcze awantury urządza jak matka nie pozwoli!

No i powiedzcie mi, co jest z tym dzieckiem nie tak, że obudzone o piątej, co by się wcześniej zmęczyło i zaczęło wcześniej zasypiać, potrafi nie spać cały boży dzień i znowu zasnąć o jedenastej w nocy? Bo ja już go nie ogarniam.

 

 

A jak już jestem w temacie dziecka…

-To zapraszam Panią na rozmowę kwalifikacyjną, jutro na czternastą.

-O czternastej nie mogę, może o szesnastej?

-Mogę tylko o czternastej.

-To ja bym musiała przyjść z dzieckiem…

-Dobrze, mi to nie przeszkadza.

 

Rozmowa kwalifikacyjna z tym samym gościem:

-Pani dziecko na rozmowę przyprowadziła?! Pani jest niepoważna, proszę wyjść!