Wrażliwość.

No to o mojej wrażliwości napiszę. O wrażliwości, dokładniej rzecz ujmując, na filmy.

(A jutro będę narzekać, bo jest prawie pierwsza a ja głupia zamiast spać siedzę i piszę jakieś durnoty…)

Zacznijmy od tego, że mam nieźle rozwiniętą wyobraźnię, która najlepiej pracuje wtedy, kiedy sobie tego nie życzę. Przykład?

15 lat mam. Jestem pierwszy raz w górach (Świętokrzyskie się nie liczą), w Beskidzie Śląskim. Jadę właśnie pierwszy raz kolejką linową. Jestem wręcz przerażona.

-M, a co będzie jak toto się urwie?

M, beztrosko- No to spadniemy.

-Ty, a jak to spadnie i się w dół potoczy? Chyba byśmy nie przeżyły?

-Eeee…

-Ty, a jakby te krzesełka zostały na linie, ale urwałoby się to trzymadełko, i my byśmy się zsunęły na tych za nami, i ciężar naszych krzesełek by im uciął nogi, i urwał ich trzymadełko, i dalej w dół, i znowu ucinamy nogi, a my byśmy tak były coraz niżej i patrzyły na te wszystkie obcięte nogi?..

-… ( i mina o taka: O.o)

Także ten.

Z tego co pamiętam M. dała mi szlaban na wszystko co pobudza wyobraźnię (książki, wiersze, rysowanie, pisanie, filmy, reklamy, dobranocki, dużo tego było).

Była też historia jak mnie duch nawiedził…

No, ogólnie załóżmy że horrory powinny być dla mnie zakazanym owocem raczej.

 

Kurczę, odeszłam od tematu.

Właściwie to chciałam napisać o tym jak zmieniła się moja wrażliwość odkąd zostałam matką. (Rozmiar stopy też mi się zmienił, uwierzycie że przed ciążą nosiłam rozmiar 38-39, a teraz 40-41? Ja nie mogę, choć mam dowody…).

Otóż przed ciążą znana byłam jako nieczułe monstrum. Nie płakałam jak w romansidle ona mówiła jemu że nie, nie mogą być razem. Nie płakałam kiedy potem żałując tego chciała się z mostu rzucić czy co tam wymyśliła. Nie płakałam też kiedy on ją uratował. Itepe, itede.

Do ciąży płakałam tylko i wyłącznie na jednym filmie- ten o papieżu, który pozostał człowiekiem. Ale mam podejrzenia że to przez psychologię tłumu (czy jak się to zwie), bo wszyscy beczeli, a fragment był naprawdę wzruszający.

Po urodzeniu Młodego- litry łez wypłakałam chyba na różnej maści filmach. Nawet oglądając Harry’ego Pottera dzisiaj się poryczałam. Nawet oglądając bajkę potrafię uronić łezkę czy dwie- taka się wrażliwa zrobiłam. Dziwi mnie to, ale cóż, najwyraźniej muszę się do tego przyzwyczaić.

 

A wiecie co w tym wszystkim jest najgorsze? Obejrzy taka głupia matka z wybujale rozwiniętą wyobraźnią głupi film i się potem własnego dziecka boi tak, że wrzeszczy kiedy to dziecko ją rano obudzi…

Tak, to ja jestem tą głupią matką.

 

Echh…

 

Obrazek

Nieprzypadkowo akurat to dzieło :P

pitu pitu

Dumna jestem z siebie niesamowicie, bo się wreszcie zebrałam sama w sobie i sama złożyłam deklarację podatkową, bez niczyjej pomocy. No dobra, z pomocą taty, który wisiał ze mną na telefonie i krok po kroku mówił mi co gdzie wpisać.

Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że przezwyciężyłam swój strach przed papierkologią (zwłaszcza tak ważną jak ta dla US, wiadomo że jak chodzi o kasę to nie popuszczą i broń Cię Darwinie żeby się cokolwiek pomylić) i zrobiłam to sama, a nie przekazałam do zrobienia ciotce (wczesniej) czy sąsiadce teściowej (w zeszłym roku). I co najlepsze, okazało się że to nie jest wcale trudne!

Ba, ja nawet rozliczyłam K.! Fakt że nie mogłam tego zrobić przez internet, tak jak siebie, bo nie mogę znaleźć jego pita z zeszłego roku (pewnie jest w tym wielkim pudle z jego papierami i śmieciami, które ma przejrzeć, poukładać i powyrzucać to co niepotrzebne od trzech lat ale jeszcze nie miał czasu tego zrobić), ale wypełniłam już odręcznie druk i jak tylko Młody się obudzi to pędzę na pocztę wysłać toto.

 

 

A tak z innej beczki. Tata opowiadając o swoim picie przypomniał mi o filmie „Bitwa Warszawska 1920”. Co ma piernik do wiatraka? Ano to że brat był tam statystą i musiał się rozliczyć z pieniędzy tam zarobionych.

Ale do rzeczy. Obejrzał to ktoś do końca? Bo ja kilka razy się zabierałam, trochę z ciekawości, trochę żeby zobaczyć czy widać brata, dawną kumpelę, znajomych z rodzinnej miejscowości (cała grupa rekonstrukcji historycznej była zaproszona jako statyści), ale jakoś nie mogę. Nudzi mnie tak niesamowicie, że łapię się na tym że nie śledzę wcale fabuły a moje myśli błądzą gdzieś, nie wiadomo gdzie. Ale może to tylko ja jestem taka odporna na ten film?