Puf-puf-puf-puf Ciuch-ciuch!

Nie, nie zwariowałam. Jeszcze.

Za to melduję, że dwunastogodzinną podróż pociągiem przeżyłam! (Mam nadzieję, że nikt nie zdążył zadzwonić na policję…)

Zanim jednak zacznę ją opisywać, muszę wszem i wobec dać świadectwo cudu w PKP. Otóż, wyobraźcie sobie, że… Nie, no toalety nie były czyste, no kaman, wspominałam tylko o cudach przecież… No więc wyobraźcie sobie, że po ponad dwóch latach, czternastu dwunasto- (a w porywach nawet czternasto-) godzinnych podróżach, niezliczonych scysjach z konduktorami (i jedną wredną konduktorką, czemu zazwyczaj to baby są wredne dla bab matek?..), i utracie wszelkiej nadziei (o, to powinno wisieć na drzwiach toalet w PKP: „Porzućcie wszelką nadzieję, Ci, którzy tu wchodzicie”), okazało się, że jednak można wykupić miejsce w przedziale dla osoby z dzieckiem!

Alleluja.

I żeby nie było, że mi się coś przyśniło- nawet mam dowód!

bilet

 

Ale żeby nie było tak miło, w przedziale takim obowiązuje zasada: jeden bachorek- jeden poskramiacz bachorka i vice versa. Co oznacza, że mój cudny plan powrotu do Iłży (swoją drogą w lecie klimat tropikalny, polecam zamiast wycieczek do Egiptu) za miesiąc z obydwoma chłopami legł w gruzach. No, chyba że zdążę urodzić drugie. Inaczej- nie ma wybacz, jedno z Młodym w przedziale dla osoby z dzieckiem, drugie gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie, ale w tym samym pociągu przecież.

Pesteczka. Problem zaczyna się, kiedy ktoś ma na stanie więcej dzieci, niż przewiduje PKP Intercity… Na przykład sympatyczne małżeństwo z trójką dzieci, z którymi tym razem podróżowaliśmy. Dobrze że kasjerka nie była służbistką i nie rozdzielała rodziny ;)

Podsumowując, postęp jest, ale fajerwerków nie ma. To że ludzie odpowiedzialni za takie przepisy nie pomyśleli, że opiekun może chcieć podróżować z więcej niż jednym dzieckiem to jeden z wielu przykładów na to, że Polska nie jest krajem prorodzinnym. Nie najbardziej jaskrawy, fakt, no ale heloł, zachęcają Cię do robienia dzieci- bo zobacz, taką fajną kartę ze zniżkami dla rodzin wielodzietnych na pociągi i inne atrakcje Ci damy! Ale kłóć się z kasjerką sama, czy możesz jechać z trójką dzieciaków na wakacje w jednym przedziale dla osoby z dzieckiem, czy masz znosić narzekanie współpasażerów w normalnym przedziale. Albo wybrać ulubione a resztę zostawić.

 

I jak już się rozpisałam o tym nieszczęsnym przedziale, to opis podróży Wam daruję. Za to proponuję malutki konkursik imienia Farellki Wymęczonej w Pociągu, z nagrodą niespodzianką dla tego kto pierwszy dobrze odpowie, a satysfakcją (lub nie) dla całej reszty.

Pytanie konkursowe: Ile książek, z przygotowanego stosiku do pociągu (zdjęcie poniżej) zdążyłam w rzeczonym pociągu przeczytać?

1

 

Regulamin konkursu:

1. Pierwsza osoba wygrywa

2. Nawet jeśli poda poprawną odpowiedź za trzy lata

3. Nagrodę zwycięzca dostanie jeśli mi poda adres, a jeśli się boi to zrobić, to mogę machnąć dyplom w paincie, a co! 

3. Chyba że w międzyczasie szlag mnie trafi kiedy będę tłumaczyć K., że skarpetka z dziurą na pół stopy naprawdę nie nadaje się do noszenia

4. Czy istnieje w ogóle taka granica, za którą „co ty pierdolisz, te skarpety są bardzo wygodne!” zamienia się na „masz rację kochanie, już wyrzucam te szmaty”?..

5. Tak, są dwa punkty trzecie, ahoj!

Co można zrobić w dwa miesiące?

Poczekać aż przeleci trzeci, odkąd się ostatni raz dodało coś na bloga, ot co! ;-)

 

No, więc, prawdę mówiąc nie miałam w planach dodawania czegokolwiek kiedykolwiek, ale kiedy któraś z kolei osoba mimo mojej notorycznej nieobecności „zafolołersowała” bloga, poczułam jak wraca mi wena. No i jakby nie było, trochę anegdot się uzbierało. Na przykład, w kolejnym, fascynującym odcinku dowiecie się, jak złamać swojemu narzeczonemu ząb na odległość.

A tymczasem, na rozruszanie, krótkie zestawienie najdziwniejszych haseł po których ludzie weszli przez te trzy miesiące na Farellkowe Myśli Nieuczesane*:

pierdoła na rowerze (dziękuję! dziękuję!)

goła pupa i sąsiadki (a to przez to: Sąiedzka wizytacja)

bajka o strzykawce która bała się igły (poszukiwaczowi gratuluję cierpliwości, przeleciałam w googlach do 10 strony i nic. Dalej już mi się nie chciało)

obciagnelam wnukowi (swetereeeeek! A to i poniższe z wpisu świątecznego zapewne)

obciagnelam obcemu

lubie seks czy pojde do piekla (TAK! Buu!)

moj syn poszedl do piekla (to można to jakoś sprawdzić?)

czy jesli mam dziecko bez ślubu to pójde do piekła (Oj tak :) )

Internety ;)

No, więc obiecuję poprawę. I pamiętajcie: już w następnym wpisie zdradzam patent jak łamać zęby na odległość kilku kilometrów :D

PS. No i oczywiście wiem, że nie rozpoczyna sie zdania od „no” i „no więc”. „Bynajmniej!” ;-)

 

 

*Bo jak się ostatnio dowiedziałam, są i takie:

eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee

Nie ma to jak być nieświadomą plagiatorką ^^’

Zdjęcie z: http://www.empik.com

Kraina Lodu

Od rana nie mogę się nadziwić widokami z mojej rodzinnej Iłży- mogłaby tam teraz zamieszkać Pani Zima!

Zresztą, niech zdjęcia przemówią same za siebie…

 

 

Fascynujący widok, żałuję że nie mogę tego zobaczyć na własne oczy… A z drugiej strony- biedne drzewa!

 

Zdjęcia oglądamy dzięki uprzejmości mojej szkolnej koleżanki Ani :)