Na walizkach.

U teściowej jestem z Młodym. Więc jakbym się przestała odzywać, zawiadomcie policję…

 

Nie no, nie będę taka wredna, bo jak już wspominałam, z teściową trafiłam super. Ale to i tak nie dom- a jak wiadomo, home sweet home i nie ma to jak w domu, także ledwo przyjechałam, a już bym chciała wracać. W sumie może dlatego że sama siedzę, Młody śpi, teściowa w pracy, małoletni brat K. w szkole, jego siostra z dzieciakami pojechała do rodziny męża akurat… No i zaczęłam żałować że jednak nie wzięłam drugiej książki, bo by się przydała.

I próbuję wymyślić jakiś dobry pretekst żeby wrócić do domu w sobotę, a nie w poniedziałek. Pretekst musi być naprawdę dobry, bo teściowa musiałaby „załatwić” podwózkę do większego miasta gdzie można złapać PKS. Ech…

Poza tym wpadłam w melancholię, bo sprzedałam swój łuk. I to nie jest takie ot, sprzedanie niepotrzebnego grata, i pieniędzy trochę więcej, i miejsca trochę więcej… Ten łuk oznacza koniec pewnej epoki. Epoki wolności i swobody. Teraz jestem matką i taką swobodę odzyskam najwcześniej za 16 lat, 8 miesięcy i 9 dni. I to jest wariant optymistyczny, bo kto wie, może jednak trafimy szóstkę w totka i będzie nas stać na drugie?..

Ględzę…

Ych…

Mam bardzo fajną teściową, wiecie? Da się z nią fajnie pogadać, wypić kielicha, uwielbia Młodego, w końcu pierwszy wnuczek (w sensie że chłopak, nie że w ogóle). Ale ma kobita jedną wielką, zasadniczą wadę. A tą wadą jest K.

No bo ja cież pierdzielę!

Mówię mu:

-Nie dawaj Młodemu tyle słodkiego, bo zęby mu się popsują / brzuch będzie bolał / przyzwyczai się i będzie co chwilę wołał. Wiem że lubisz jak się cieszy że dostał ale za dużo tego je.

-Nie marudź. (i wpycha kolejny kawałek czekolady do buzi).

Tydzień później.

-Weź mu nie dawaj tyle słodkiego, bo moja mama mówi że zęby mu się popsują / brzuch będzie bolał / przyzwyczai się i będzie co chwilę wołał.

 

Albo:

Młody ma jakieś siedem miesięcy, sadzam go na nocnik- w pieluszce, ubranego, ot żeby go przyzwyczaić.

-No co Ty robisz, za mały jeszcze jest!

Jakieś dwa dni później:

-Moja mama to mówi, że powinnaś już Młodego sadzać na nocnik.

 

Albo:

Daję młodemu do jedzenia prawie zawsze to co my jemy (było nie było prawie szesnaście miesięcy ma, duży chłopak już). K. widzi że Młody wsuwa kurczaka.

-Nie dawaj mu tego! Za mały jest!

Wczoraj:

-A moja mama to mówi że więcej powinnaś dawać Młodemu do jedzenia, ryby, mięso, owoce, warzywa, a nie tylko mleko i mleko…

 

No i tak właśnie moja super teściowa mnie wkurza tak że mam ochotę wszystko roznieść na kawałeczki i pomordować domowników (z kotem włącznie).